„Boża pszenica” — opowieść o św. Ignacym Antiocheńskim
Był czas, gdy chrześcijaństwo dopiero kiełkowało, jak ziarno wrzucone w ziemię. Wśród tych, którzy podlewali je krwią i modlitwą, był Ignacy — biskup Antiochii, zwany Teoforem, „noszącym Boga”. Mówiono, że jako dziecko został objęty przez samego Jezusa, postawiony przed uczniami jako wzór czystości i pokory. Ale jego droga nie była łatwa ani cicha.
Gdy cesarz Trajan rozpalił ogień prześladowań, Ignacy — już starzec, lecz pełen duchowej młodości — został skazany na śmierć. Nie w celi, nie przez miecz. Miał zostać pożarty przez dzikie zwierzęta na arenie Rzymu, ku uciesze tłumu. Ale nie lękał się. Wręcz przeciwnie — pisał:
„Jestem Bożą pszenicą. Zostanę starty zębami dzikich zwierząt, aby się stać czystym chlebem Chrystusa.”
Pod eskortą dziesięciu żołnierzy, których nazywał „leopardami”, Ignacy wędrował ku śmierci. W Smyrnie spotkał św. Polikarpa, a w Troadzie pisał listy — siedem w sumie — do wspólnot chrześcijańskich. Nie były to zwykłe słowa. To były duchowe testamenty, pełne ognia, wiary i miłości. W nich ukazywał Chrystusa jako Boga i Człowieka, Kościół jako katolicki — powszechny, zjednoczony w miłości i prawdzie.
W liście do Rzymian błagał, by nie próbowano go ratować:
„Pozwólcie mi naśladować mękę mego Boga. Lepiej mi umrzeć w Chrystusie niż panować nad całą ziemią.”
Gdy dotarł do Rzymu, nie było już w nim lęku. Tylko tęsknota. Arena była pełna wrzasków, ale Ignacy słyszał tylko cichy szept Boga. Lwy rzuciły się na niego, a on — jak ziarno — został zmielony, by stać się chlebem ofiarnym. Nie dla tłumu, lecz dla Wieczności
.
.jpg)
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz