Spring Polite Study - studia nad etykietą

poniedziałek, 24 listopada 2025

Nie bój się

 


-Kochanie, Jezu, już tęsknię do Ciebie.
- Nie bój się tęsknoty Myszku.
-Nie boję się - Jezu- ja panikuję przed słowem - tęsknota.
- Ale przed słowem tylko?
- Nie, przed Słowem wcale.
- Jesteś słodka Myszko, jak zwykle. 
-Nie będę mogła za długo z Tobą rozmawiać.
- Wiem, Widzę.
- Rośnie mi na kręgosłupie, na grzbiecie raczej, gniewny pióropusz. Nie podchodźcie do mnie, kiedy jest we mnie Jezus.
- I przy Tobie - zapomniałaś dodać. 
- Słowo "tęsknię" rozpromienia się niejakim ciepłem we mnie, w mojej duszy.
Tak Cię chcę.
Co to znaczy - tak Cię chcę? - ja nie wiem, bo musiałąbym się zgodzić na to wymierne słowo- tęsknota- ja się boję, we mnie jest głód Ciebie, ja krzyczę całym głosem, mogę się kiedyś nie opanować. - przed tym głosem, przed tym krzykiem. 
- Przebaczycie, jak ja przebaczyłem. 
- Tak, to dużo prostsze.
- Przebaczenie jest jak świeca Myszko, kiedyś się dopali.
- Będziesz musiał kochać mnie ostro.
- Co to znaczy ostro?
- Przeciągle, nie zmuszenie, lekko jak piórko, - a tak, żebym wiedziała,, - nei rozumem, nie pojęciem, może obrazem, może muzyką. 
- Ja Jestem. 
Znów zacznie ci lecieć krew. Nie mów tyle. 
- Jesteś ....
- Jestem.
Będzie dobrze, moja ty "główko"
 

poniedziałek, 3 listopada 2025

Demony Ziemi

 Demony Ziemi pokonane.



Moja możliwość wzrasta - i cierpienie i powołanie przeszły w stan ukojenia, odrętwienia raczej, przeszły w stan kwarantanny, w bezwzględny nawias  i nie są już postrachem niebios.  Chyląc się ku nieboskłonom- co za banalne powstanie. Oto mężczyzna w surducie - stoi przede mną w postawie zasadniczej, i jedna rękę ma założoną za surdut na piersiach, drugą ma z tyłu - trzyma w niej kwiaty.
Ach kwiaty to rzecz zasadnicza. To zmienia postać rzeczy. Bo czym jest, że tak powiem, "zwykły" mężczyzna? Postrachem niewiast - guru zakonnic- to wszystko, co oślepia, obezwładnia i tak, nie bójmy się tego powiedzieć, bierze kobietę w nawias.
A serce z początku bije miarowo, a potem tak, trzepoce się, dusi, skąd wziąć siły - pyta. Tak, odciąłeś mnie od ziemi - to uwłacza, niech nie pyta, to kalesony, mężczyzna w kalesonach, potrzebuje żony, co noc, kiedy Księżyc wschodzi, kiedy jest pełnia, staje się słowikiem i siada na gałęzi drzewa i zawodzi swój trel żałosny. .....
Kto rano wstaje temu pan Bóg daje. 
Oto świeżość poranka, rosa, która światłością dnia, swoim oszronieniem odszczepia się, moje oko oświetla prawda. Dzieci są światłością świata powiadasz.
I to nie zniknie. 
Opieram sie głową o wilka.  On niesie spełnienie. ALbo rozerwie mi głowę w akcie szału. 
Nie, on przychodzi równie ..
- Żąłośnie ?
- Nie mogę tego napisać.



- ALe taka jest prawda.  Prawda, która wyzwala. 
- Nie tego ode mnie żądasz.
- Żądam wiele i nic.
- Oto wychodzi ze mnie pokusa. Wszelkie zakusy na Twoją męskość. Przechodzą one w stan widzialny. Przechodzą wszystkie w Twoje ręce.
Cały strumień wody żywej przechodzi przeze mnie i wpływa do Ciebie. Jak to sie dzieje, żę stoję w jego nurcie? Całe zapłąkanie ze mnie opada. Ty Jesteś. Nie monumentalny baton. Oto zmieniający kształty, ciepły, zmiennokształtny.
- To juz było. 
- Ludzik z czekolady. Ty jesteś jak Neptun z grotem, obudziła się nasza nieśmiałość, jak za dawnych lat. 
- Kocham Ciebie.
- Ja już ciebie kocham. Niezgułowatość pęka jak bańki mydlane.
-Przecież Ja Byłem , Myszko.
- ALe byłeś jak wiatr, jak burza deszczu.
- A teraz Ja Jestem  jak światło. 
- Jak pochodnia.
- Zamykam się w Twoim płąszczu.
- Tak trzeba .
- Jestem jak Twój rycerz śpiący.
- Może w Karkonoszach?
- Może.. Kto wie?
- Niepotrzebne to pytanie. J a przecież MAM pewność. 
Mam twoją pewność. 
- Opadają więc wszelkie pytania skąd 
- Ja to wezmę. Chetnie wezmę w posiadanie. 
- To część życia . 
- Właśnie. 
- TAk , czy inaczej- żyję.
- Można tak powiedzieć.
- A więc będę się zmieniać. 
- Niewątpliwie.
- A  jaki będzie tego skutek?
- Nie zatrzymasz tego. Życie będzie cię zmieniać. 
Nie było sensu się temu sprzeciwiać.
- Ja będę w radosnej części światła. 
- Tak. Z pewnością. 
- I umrę zadowolona.
- Będę cię do tego przygotowywał przez resztę życia. 
Życia ze Mną.
- Przychodzę do Nieba.
- To dobrze.



Wpadłam w dysonans. Dysonans wywołuje akt twórczy albo atak paniki. Do wyboru. Ale czy trzeba zaczynać od głębokiego zanurzenia? Czy nie lepiej wykorzystać fakt, aby się odsłonić i być produktywnym inaczej. Przez akt twórczy rozumieć ambicję  wyrażaną przez formalny proces twórczy, poparty kwalifikacją. Właśnie, o tą kwalifikację chodzi.  Co zrobić, jeśłi tej kwalifikacji nie ma?
Powiedzieć sobie dobranoc, Ty już się zużyłaś całkowicie. Znużyłaś sobą otoczenie. Jest ciemna noc. A i mnie jest już zanik procesów twórczych, wypowiedzianych; może nawet mamoną. Nie mam prawa do występu. Moje godziny minęły. 
Rachunek zamknięty.
Trzeba żyć inaczej.
Cierpieć i nie przyjmować do wiadomości, że się cierpi. Cały organizm przestawić na wirtualne cierpienie, takie, którego nie ma. Cały akt twórczy przegrywa. 
Ale po co tworzyć? Czy nie wystarczy parę razy prychnąć na sąsiada, odwrócić sie plecami od odnowy . Czy ja wiem?
Po co tutaj przyszłam? Skąd ta depresja? 
Coś, co mogło być kiedyś, dawno temu, przestało być nagle iluzją, sformatowało się nader dosadnie.
Jak się od tego odciąć? Jak dopełnić staranie? - Bo co było, to było? Przebacz. Ja tego nei dokonam. 
Iluzja płonie- wybacz za idiosynkrazje- to słowo, którego nie ma. 
Wiem, że nie ma. 
Jak wybaczyć pustkę. Śmiejemy się, że jej nie ma. Wyciągamy z ziemi korzenie, żeby nie prześwitywała rozpacz.
- Czego się w życiu spodziewasz, a co zależy ode Mnie?
- Kocham Ciebie.
- Ty możesz powiedzieć Mi i bez żalu.
- Kocham Ciebie. Jest we mnie groźny pomruk, że tak jest. 
-To ci minie.
- Jeszcze troszkę.
-Właśnie.
- Nie ma różnic. 
- Odpychasz zbawienie.
- Wszyscy mi to mówią.
- Takie stwierdzenie to już postęp.
- Następna kwalifikacja. I tak w kółko.
- Odsapnij trochę.  

Stigmata

.

Odciśnięte czyjeś piętno w osobowości.
Słyszę wszystkie szelesty świata. Najdrobniejsze. Słyszę jak koty strzygą uszami. Szumy informacyjne. Pojazdy mechaniczne. Skrzypienie długopisu po papierze. 
Najeżdżają mnie dźwięki. Setki dźwięków. Gdy zamykam oczy, opadają na mnie. Nie mogę się poruszyć. 
Jestem w tym właśnie cyklu. Zapoznaję się z nim powoli. Powoli, wciągam nozdrzami powietrze. 
Wydycham je ustami. Kręcące się wokół mnie obrazy zaczynają się łączyć z dźwiękami. 
Oto poruszające odkrycie, dźwięki do kogoś,/do czegoś- należą.





Odkrywam, że mam ciało. Ciało w okolicach piersi faluje. To oddychanie, coś mi podpowiada. Poruszam palcami - wiem, że to palce, to moje nogi. 
Podrywam się, do płuc dobiega tchnienie. Ciało łączy się z nim lotem błyskawicy. Jak w statku powietrznym- wszystkie stery obsadzone; wszystkie zegary, wszystkie mechanizmy do czegoś służą. 

Oto ręce- mają swój cieżar, ale wysyłam do nich świetliste polecenie, to moi wierni druhowie.
Wróżka- coś mi podpowiada.

Tak, tak, - wszystkiego muszę uczyć się od nowa. Mam takie czyste myśli - jak rwacy , górski potok.- zabierają wszelkie spazmy, wszystkie kocie ruchy, błyski w oczach, zapisane szpalty zwinietej w rulon gazety, która tamowała, była blokadą. Wszystkie newsy zamieniają się w białą przestrzeń papieru.
Wszystkie litery trzyma w ręku Twoja dłoń. Litery wchodzą jedna na drugą, tłoczą się w ręku, jest im ciasno, nie tego się spodziewały, może admiracji, może trochę szpanu.
A TY przychodzisz i topisz je w mleku.  Tak, w mleku. Czyż to nie cudowne?

Oto ja- oczyszczona, w dodatku mam czas. 
Mam w duszy źródlaną wodę, już o tym mówiłam, mam rwący potok źródlanej wody. Czego się mogę po tym spodziewać?
- Aż miło jest przyjsć i rozgościć się w twoi sercu Myszko.
- Do czasu. Potem oczy sie odwracają, nie są już wrażliwe na muskanie dłonią, na delikatne głądzenie skóry twarzy, na rozdmuchiwanie ustami wrażliwych kosmyków włosów na czole... I co jeszcze?
Zapach się ulatnia. Ale tak, trochę siły potrzeba, na podtrzymanie ramieniem, na niesie w dłoniach wody, na wewnętrzny skurcz, kiedy ta druga osoba cierpi. 
Ale... nie mówmy o cierpieniu...





- Albo kiedy oddzwaniają w kościele dzwonkami - oto już- po wszystkim, Jezus przyszedł, koniec.
- Nie żartuj Myszko.
- Musisz mi pomóc wstać z kolan. Wiem, że to nei jest łatwe.  Do tej pory Duch był dla mnie nieosiągalny, był z wysoko. A Ty stoisz blisko liścia Ducha, opuść mi go trochę, a napiję z niego trochę źródlanej wody, chłodnej, ożywczej.  
Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko temu. 
Jakby to powiedzieć- nie pragnę kwietyzmu, ale trudno mi przesłąniać  innymi zdarzeniami.
- A Ja ci powiem tak: Będziesz otwarcie brała Mego Ducha, to żadna zbrodnia, umysł jest po to, żeby funkcjonowal. Będę do ciebie otwarcie przychodził, nie powstrzyma Mnie przed tym żadna etykieta. 
- Kocham Cię- wiem, co chcesz mi powiedzieć.
- Jeśli po kilku słowach tak Mnie zrozumiałaś, jak będziesz Mnei rozumiała, jeśli weźmiesz wreszcie Mojego Ducha...



                                       Wszystko na tym zdjęciu się zgadza, oprócz tego , że nie pokazuje zakrzywienia czasu i przestrzeni. Dopiero wtedy to wszystko nabiera kształtu, znaczenia i sensu ...........................................................................................................................................

Netykieta- jak pisać maile