Kapłan Urodził się 25 stycznia 1869 roku w Staromieściu pod Rzeszowem. Po uzyskaniu doktoratu w Rzymie z teologii (1897) był w latach 1929-35 wykładowcą, a następnie rektorem Seminarium Duchownego w Przemyślu. jednocześnie udzielał się w pracy duszpasterskiej jako spowiednik i kierownik duchowy oraz kapelan szpitala. Zmarł w opinii świętości 15 marca 1948 roku Kardynał Karol Wojtyła pisał " W czasach, gdy (...) wśród, samych kapłanów zdarzają się kontestacje, niewierności oraz tendencje, by poszukiwać rzeczy materialnych bardziej niż duchowych, Jan Balicki moze być przedstawiony jako model życia kapłańskiego" IMIĘ: Jan - pochodzenia hebrajskiego : " Bóg okazał Miłosierdzie" , "Dar Pana", Wojciech - "ten , który cieszy się jako żołnierz."
Drugim Patronem Dnia jest Święty Antoni Maria Claret
Biskup Urodził się w Katalonii w 1807 roku roku, jako dziecko pomagał ojcu, który był tkaczem. W 1829roku, wstąpił do seminarium i otrzymał święcenia kapłańskie (1835) Z racji zdrowotnych, nie mógł wybrać życia misjonarskiego, ale założył zgromadzenie kaznodziejskie, dla głoszenia misji ludowych: Misjonarzy Niepokalanego Serca Maryi. Od 1849rokubył arcybiskupem Santiago na Kubie, gdzie spotkał sie z wrogością ze strony właścicieli niewolników, stając sie obiektem licznych zamachów. Zmarł w 1870 roku we Francji. Został kanonizowany w 1950 roku. IMIĘ- rzymskei imie rodowe, pochodzi z greckiego i oznacza "urodzony wcześniej"
-Jezu, postanowiłąm w Tobie nie płakać. I wciąż odwołuję się do Twojego Imienia. Ono nigdy nie było dla mnie merkantylne. Owoc słodki. Imię Jezus.
Mój liścik do Ciebie jest taki zadziorny. A nei jestem wszak już dzieckiem. Dzieckiem w Tobie. Ale jednak nie dzieckiem. Droga do mądrości poprzez głupotę. Zanurzyć się w tej głupocie, aż po brzegi - magicznie. Świat już dawno został oświecony -ma kanty- równoległobok, sześciokąt, sześcian. A TY sprawiasz, że rogi tych wszystkich kwadratów spłąszczają się, zaokrąglają, cała mgławica, wszystko jest poruszone. Na krawędziach osiadają małe drobinki energii, uwolnione, wynaturzone... Chyba jednak. Wszystko mi się myli. Wszystko we mnie ulega fascynacji.- jednym tylko "przedmiotem"- -Imieniem Jezus. Wszystkie skarby Świata się W Nim mieszczą. Czy można się temu dziwić, że wszystkie poszukiwania mogą sczeznąć? Imienia- - jak wszystkim wiadomo, - imienia Jezus. ha, ha ,ha Jaka krnąbrna... Jaka źle wychowana.. Tyle adoracji skruszyło tę dziedzinę. Co powiesz? CO POWIESZ? Tyle uległości spełznie na niczym... Jak kołyska... Jak kołysanka....
Ty Jesteś Moim Imieniem Jezus.... Jak róża Jak kwiat Spełnienie Komunia Absolutamiente.
O Panie!.... czemu ufności nie można na Ciebie narzucić? Czemu? Strofować Ciebie tak nieukładnie, nieskłądnie raczej? czemu łapanie słowem jest jak łąmanie kręgosłupa? Nigdy nie wiadomo czy i kiedy przyjdzie... Czekam.
czekam i wciąż kocham. Jeszcze Cię kocham, choć jest juz we mnie płonne ziarno nienawiści. Nienawiści do Ciebie, jaką może mieć do Ciebie duchowy człowiek. Wszystko bez wisienki na torcie. Czemu to tak wymyśliłeś? Zamęczasz mnie tym do północy. A po północy jest noc, i cała mimika twarzy przygotowuje się do poranka. Bardziej niż strażnicy poranka tak dusza moja oczekuje Ciebie. Czemu podchodzę i znów Ciebie nie widzę? Nie przyszedłeś po mnie. Twoje miejsce jest puste. Opada mój umysł. Niespotkanie Ciebie. Nienasycenie i gorycz. Ja wiem. To mój temperament. Nie chcę Cię oszukiwać. Ja nienawidzę Ciebie. Nienawidzę , bo mnie "oszukujesz". Prowadzisz mnie w głębiny, a nie chcesz mnie zabierać. Baw się ! - to rozkaz! Nic mnie tu nie interesuje, jedynie śmierć. A śmierć w moim przypadku to herezja. Ja jestem, muszę, być piewcą życia.
- Nie napalisz w domu, bo wszystko zniknie. Twoje bohaterstwo zostanie nagrodzone-ufaj Mi- znam drogę. Daj Mi jeszcze trochę czasu- honorowo. jesteś Moją żoną- nie piewcą upalnego południa. Zresztą - nadchodzi juz kres.
- Zamykasz mi drzwi przed otwarciem, Pieknie.
- Do morza jest jedna droga- przez doliny.
- Przez Krzyż. -Przez krzyż.
- Nie mów tego głośno. - Staraj się oddychać. .. To już niedługo.
- Weź skarb. - Skarb jest ukryty w twoich, obejmujących Mnie rękach. Jest mu tam najlepiej. Cała głębina Mojego Bóstwa się w nich mieści...
Biblia Hebrajska( lub Stary Testament) zaczyna się "na początku" , a więc "w bardzo dobrym miejscu, aby zacząć"
PRADZIEJE ( KSIĘGA RODZAJU 1-11)
Po opisie stworzenia kosmosu biblia koncentruje się na pierwszych ludziach, Adamie i Ewie, którzy, choć zaczynają w raju, kończą "Na wschód od Edenu" Powodem tej zmainy adresu jest to, że wąż przekonuje pierwszych ludzi, aby sprzeciwili się przykazaniu Bożemu, zabraniającemu jedzenia zakazanego owocu. Potem jest juz tylko gorzej - potomkowie Adama i Ewy, Kain i Abel, jako pierwsze na świecie rodzeńśtwo, zaczynają ze soba rywalizować, co doprowadza do śmierci Abla i ucieczki Kaina. Spirala upadku nakręca się coraz bardziej i świat staje się areną tak przerażającej przemocy , że Bóg zsyła potop, aby go zniszczyć. Jedynymi ocalałymi są mężczyzna imieniem Noe i jego rodzina oraz zwierzęta przewożone na statku wycieczkowym , który Noe buduje, aby przetrwac potop. Po potopie Bóg obiecuje Noemu, że nigdy więcej nie zniszczy ziemi. ( To tzw. przymierze z Noem)
Wszystko zostaje zatem wyzerowane, ale ludzie znowu wybierają niewłaściwą z moralnego punktu widzenia ścieżkę postępowania, uznając, że zamiast, jak przykazał Bóg, zasiedlać całą ziemię, lepiej zbudować miasto i gigantyczną wieżę, "której wierzchołęk będzie sięgał nieba" Zaniepokojony tym, że taka niekontrolowana potęga moze doprowadzić do katastrofy, Bóg rozprasza mieszkańców miasta, mieszając im języki. Niedokończona wieża i miasto otrzymują nazwę "Babel" ( od któej pochodzi angielski wyraz babble- bełkot- oznaczający wysłąwianie się w niezrozumiały sposób.
Pomimo trudnych początków rodzaju ludzkiego zgodnie z planem Boga ludzie mają wieść dobre życie, co oznacza dobre relacje z nim samym i dostęp do bogactw Jego stworzenia. Dlatego właśnie historia Adama i Ewy zaczyna się w raju, gdzie mogą oni w nieograniczony sposób doświadczać Boga i siebie nawzajem oraz cieszyć się łaskami bożego stworzenia, Teraz ludzie żyją w "raju utraconym" , ale Bóg jest zdeterminowany i chce znaleźć jak najlepsze wyjście z tej niekorzystnj sytuacji.
🌧️ Arka nadziei — opowieść o Noem
Noe
W czasach, gdy ziemia była pełna zgiełku, a serca ludzi zatwardziałe, żył człowiek imieniem Noe — cichy, pracowity, niepozorny. Nie szukał poklasku, nie gonił za złudnymi skarbami świata. Jego dusza była jak studnia — głęboka, czysta, wsłuchana w głos, który nie był z tego świata.
Pewnego dnia, gdy niebo jeszcze nie zdradzało żadnych znaków, Bóg przemówił do Noego. Nie był to głos grzmiący, lecz cichy szept w sercu: „Zbuduj arkę. Nadchodzi potop. Ocal to, co dobre.”
Noe nie pytał „dlaczego?” ani „czy to konieczne?”. Wziął drewno, narzędzia, i zaczął budować. Dzień po dniu, wśród kurzu, potu i drwin.
Ludzie z wioski przychodzili, śmiali się, wskazywali palcami:
– „Patrzcie na szaleńca! Buduje łódź na suchym lądzie!”
– „Czyżby chciał żeglować po piasku?”
– „Niebo jest czyste, Noe! Czyś postradał rozum?”
Ale Noe nie odpowiadał. W jego oczach była cisza, która nie potrzebowała obrony. Każdy gwóźdź, który wbijał w drewno, był jak modlitwa. Każda deska — jak akt wiary.
Arka rosła. Wielka, nieporęczna, majestatyczna. Nie była dziełem architekta, lecz serca, które ufało.
Gdy nadszedł dzień, którego nikt się nie spodziewał, niebo zadrżało. Pierwsza kropla spadła jak łza. Potem druga. A potem tysiące. Ziemia nie zdążyła się napić — została zalana.
Noe wszedł na pokład. Zabrał ze sobą rodzinę — żonę, synów, ich żony. I zwierzęta — po parze z każdego gatunku. Lwy i baranki, ptaki i płazy, stworzenia dzikie i łagodne. Nie było chaosu. Była cisza, jakby cały świat wiedział, że to ostatnia szansa.
Drzwi arki zamknęły się. Deszcz padał przez czterdzieści dni i czterdzieści nocy. Góry zniknęły pod wodą. Domy, świątynie, rynki — wszystko zostało pochłonięte. Ale arka płynęła. Nie miała steru, bo prowadziła ją wiara.
W środku panował rytm życia. Dzień za dniem, Noe modlił się, czuwał, karmił zwierzęta, pocieszał rodzinę. Nie było łatwo. Były chwile zwątpienia, ciszy, tęsknoty za ziemią. Ale był też pokój — ten, który nie zależy od okoliczności.
Aż pewnego dnia deszcz ustał. Woda zaczęła opadać. Arka osiadła na górze Ararat. Noe wypuścił kruka — ten krążył, ale nie wrócił. Potem wypuścił gołębicę. Wróciła z gałązką oliwną. Znak, że życie wraca.
Noe wyszedł z arki. Ukląkł na ziemi. Nie jako zwycięzca, lecz jako sługa. Złożył ofiarę dziękczynną. Niebo rozjaśniło się, a Bóg zawarł przymierze — tęcza rozpostarła się nad światem jak obietnica: „Nigdy więcej potopu. Nigdy więcej zagłady.”
I tak Noe, ten wyśmiewany cieśla, stał się ojcem nowego początku. Jego wiara ocaliła nie tylko rodzinę, lecz cały świat. A arka, choć zbudowana z drewna, była pomnikiem nadziei, która nie tonie.
W godzinie męki Chrystusa Podjętej dla nas na krzyżu Niech myśl od zła uwolnienia Modlitwie cała się odda
Niech ten, co przyjął już Pana Prowadzi życie niewinne i swym pragnieniem zasłuży Na przyjście Ducha Świętego.
Bo już skończona martwota Co wskutek grzechów nastała I odtąd z łaski Jezusa Szczęśliwy czas się rozpoczął
Niech Ciebie, Panie promienny Powstały z martwych po męce I Twego Ojca i Ducha Wysławia rzesze zbawionych Amen
Bóg pociechą udręczonego.
W proch powalona jest dusza moja Panie przywróć mi życie według Twego Słowa. Wyjawiłem Ci moje drogi, a Tyś mnie wysłuchał naucz Mnie swoich ustaw Pozwól mi zrozumieć drogę Twoich przykazań abym rozważał Twoje cuda
Niespokojna jest moja dusza ze zgryzoty Podźwignij mnie, jak obiecałeś Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa Obdarz mnie łaską Twojego prawa Wybrałem drogę prawdy pragnąc Twoich wyroków Lgnę do Twoich napomnień nie daj mi okryć sie wstydem Pobiegnę drogą Twych przykazań gdy szeroko otworzysz mi serce.
Mój ukochany- to Jezus.
Nie żyjemy wg. prawa-surowego prawa Ale wg Łaski Myszko. Mojej Łaski
Jeśli powiem, że Cię kocham , to zamknę przestrzeń - chcę się cieszyć naszym szczęściem. Jak to uczynić? Masz taką moc - możliwość we Mnie przez całe dwa tygodnie Miłości moja Nie udźwigniesz więcej. Bo dałbym ci tyle.... Cały świat w twoje ramiona.. A więc zamykam ci przestrzeń kochanie- Dwa tygodnie Mówimy już jednym głosem. Świata prorocy...
Raduje się serce moje tym tytułem Miłosierdzia....
W następstwie grzechu pierworodnego Bóg przeklął węża, skazując go na czołganie sie u stóp Niewiasty. W ten sposób rozpoczyna się wrogość między nasieniem węża, symbolem wszystkich grzeszników, a "potomstwem"Jej , tzn ludzkości po przyjściu Zbawiciela za sprawą Maryi. W tym kontekście kula ziemska przedstawia cały świat i każdą z osobna duszę, na którą czyha wąż, diabeł- kusiciel, nad którym jednak triumfuje Niewiasta, Maryja. Dziewica pokonuje grzech, miażdżąc głowę gada, wspomagana przez Syna, który przyciska swą stopą stopę Matki. maryja zasiada nad kulą ziemską, by wypełnić rolę powierzoną Jej przez Boga: ma być Orędowniczką ludzkości , pomocą w zwalczaniu i pokonywaniu grzechów. Księga Rodzaju 3,15-20
- Wiesz, że tak. -Mam na imię spełnienie Myszko. Tego teraz zaczynasz doświadczać. -Mam nadzieję, że doświadczamy tego we dwoje? - Tak, jestem bardzo zadowolony. Śmigasz tak lekko. - Mam Ciebie wewnątrz mnie, Który Jesteś jak kruszyna., drobina chleba... - A na zewnątrz? - Jesteś nade mną, rozpościerasz nade mną płaszcz życia. - Kosztujesz tego tak lekko. Tak zaczyna się zbawienie... Od obserwacji, że życie ma wiele kolorów..
- Nie jestem już wulgarna. - Wulgarna? Nie, raczej zacietrzewiona. Nie pozwalałaś sobie pokazać lekkości. - Nie chciałam wyzwolenia. Wyzwolenie wysusza skórę, skóra przebywa cały czas na słońcu, suszy się, wypala środki, aż dusza jest całą wypalona. - Skąd weźmiesz wtedy sól życia? - Tak, posyp soli na wypaloną duszę. Na żyzną tak, pełną czarnoziemu, sól do ziarna. ALe do ugoru? Do wypalenia? A teraz? Jest możliwość. - Czy taka możliwość cię zadowala? - Pięknie Skarbie, ja to kawał drożdżowego ciasta. Ukroję Ci go kawałek, posypany kruszonką, Tobie, mojemu dziedzictwu. - Jesteś jak kobieta w połogu. - Więc wiesz, o czym mówię. - Majstersztyk Myszko, O tym mówimy. - Kreślę kolejne litery, dowolnie, przecież o tym wiemy. Ja wiem i Ty też wiesz. - Nie lubię rozrzutności. - Ach, więc to tak?:) Próbuję Cię objać ramieniem, a Ty stale musisz się wywinąć? - Twoja miłość jest tak spektakularna, że odbija się ode Mnie rykoszetem. Nie zdążysz mrugnąć okiem, a już się ode Mnie odbiła. - Wiem, o czym mówisz. Biegłam tak szybko. - Dotykasz Mnei swoim sercem, to prawda, ale... - Za krótko? - Święcie powiedziane. Jeśli coś trwa zbyt krótko, traci sens. - Sens powołania? - Powiedz, co chciałąś powiedzieć? - A więc mogę być sobą? - To bardzo spektakularne odkrycie. - Mogę być sobą... A więc, kiedy będę sobą, skończy się moje błaznowanie? - Jak najbardziej. - Czmychasz Mi tak szybko. - Chcesz się spotkać? - Chcę.
- Nawigator tak to urządzi, że nie będziesz się bała. Ja też nie. Nie ulegnę twojej "zbrodni". Za nic mam twoją "hańbę". Czy była, czy nie była. - Nie była. - Idź tą drogą. Tą drogą powołuję ludzi do istnienia. Do praworządności. Do prawa. Do cudu wreszcie. - Jestem głodna. - A więc amen. - Niech tak będzie. - czy będziesz trędowaty wewnątrz mnie? - To doskonałe pytanie. - Odpowiedz. - Musiałbym się przed tobą otworzyć. - Oddaję Ci wszystkie moje kalumnie, wymęczone na sobie. - Nie zrób tego więcej. - Nie zrobię. Skad wezmę swój drugi Damaszek? - Czy jesteś w stanie mi powiedzieć? Jezu.. - To oczekiwanie? Jak najbardziej. - Musimy ze sobą rozmawiać. - Jeśli chciałbyś...