Demony Ziemi pokonane.
Moja możliwość wzrasta - i cierpienie i powołanie przeszły w stan ukojenia, odrętwienia raczej, przeszły w stan kwarantanny, w bezwzględny nawias i nie są już postrachem niebios. Chyląc się ku nieboskłonom- co za banalne powstanie. Oto mężczyzna w surducie - stoi przede mną w postawie zasadniczej, i jedna rękę ma założoną za surdut na piersiach, drugą ma z tyłu - trzyma w niej kwiaty.
Ach kwiaty to rzecz zasadnicza. To zmienia postać rzeczy. Bo czym jest, że tak powiem, "zwykły" mężczyzna? Postrachem niewiast - guru zakonnic- to wszystko, co oślepia, obezwładnia i tak, nie bójmy się tego powiedzieć, bierze kobietę w nawias.
A serce z początku bije miarowo, a potem tak, trzepoce się, dusi, skąd wziąć siły - pyta. Tak, odciąłeś mnie od ziemi - to uwłacza, niech nie pyta, to kalesony, mężczyzna w kalesonach, potrzebuje żony, co noc, kiedy Księżyc wschodzi, kiedy jest pełnia, staje się słowikiem i siada na gałęzi drzewa i zawodzi swój trel żałosny. .....
Kto rano wstaje temu pan Bóg daje.
Oto świeżość poranka, rosa, która światłością dnia, swoim oszronieniem odszczepia się, moje oko oświetla prawda. Dzieci są światłością świata powiadasz.
I to nie zniknie.
Opieram sie głową o wilka. On niesie spełnienie. ALbo rozerwie mi głowę w akcie szału.
Nie, on przychodzi równie ..
- Żąłośnie ?
- Nie mogę tego napisać.
- ALe taka jest prawda. Prawda, która wyzwala.
- Nie tego ode mnie żądasz.
- Żądam wiele i nic.
- Oto wychodzi ze mnie pokusa. Wszelkie zakusy na Twoją męskość. Przechodzą one w stan widzialny. Przechodzą wszystkie w Twoje ręce.
Cały strumień wody żywej przechodzi przeze mnie i wpływa do Ciebie. Jak to sie dzieje, żę stoję w jego nurcie? Całe zapłąkanie ze mnie opada. Ty Jesteś. Nie monumentalny baton. Oto zmieniający kształty, ciepły, zmiennokształtny.
- To juz było.
- Ludzik z czekolady. Ty jesteś jak Neptun z grotem, obudziła się nasza nieśmiałość, jak za dawnych lat.
- Kocham Ciebie.
- Ja już ciebie kocham. Niezgułowatość pęka jak bańki mydlane.
-Przecież Ja Byłem , Myszko.
- ALe byłeś jak wiatr, jak burza deszczu.
- A teraz Ja Jestem jak światło.
- Jak pochodnia.
- Zamykam się w Twoim płąszczu.
- Tak trzeba .
- Jestem jak Twój rycerz śpiący.
- Może w Karkonoszach?
- Może.. Kto wie?
- Niepotrzebne to pytanie. J a przecież MAM pewność.
Mam twoją pewność.
- Opadają więc wszelkie pytania skąd
- Ja to wezmę. Chetnie wezmę w posiadanie.
- To część życia .
- Właśnie.
- TAk , czy inaczej- żyję.
- Można tak powiedzieć.
- A więc będę się zmieniać.
- Niewątpliwie.
- A jaki będzie tego skutek?
- Nie zatrzymasz tego. Życie będzie cię zmieniać.
Nie było sensu się temu sprzeciwiać.
- Ja będę w radosnej części światła.
- Tak. Z pewnością.
- I umrę zadowolona.
- Będę cię do tego przygotowywał przez resztę życia.
Życia ze Mną.
- Przychodzę do Nieba.
- To dobrze.
Wpadłam w dysonans. Dysonans wywołuje akt twórczy albo atak paniki. Do wyboru. Ale czy trzeba zaczynać od głębokiego zanurzenia? Czy nie lepiej wykorzystać fakt, aby się odsłonić i być produktywnym inaczej. Przez akt twórczy rozumieć ambicję wyrażaną przez formalny proces twórczy, poparty kwalifikacją. Właśnie, o tą kwalifikację chodzi. Co zrobić, jeśłi tej kwalifikacji nie ma?
Powiedzieć sobie dobranoc, Ty już się zużyłaś całkowicie. Znużyłaś sobą otoczenie. Jest ciemna noc. A i mnie jest już zanik procesów twórczych, wypowiedzianych; może nawet mamoną. Nie mam prawa do występu. Moje godziny minęły.
Rachunek zamknięty.
Trzeba żyć inaczej.
Cierpieć i nie przyjmować do wiadomości, że się cierpi. Cały organizm przestawić na wirtualne cierpienie, takie, którego nie ma. Cały akt twórczy przegrywa.
Ale po co tworzyć? Czy nie wystarczy parę razy prychnąć na sąsiada, odwrócić sie plecami od odnowy . Czy ja wiem?
Po co tutaj przyszłam? Skąd ta depresja?
Coś, co mogło być kiedyś, dawno temu, przestało być nagle iluzją, sformatowało się nader dosadnie.
Jak się od tego odciąć? Jak dopełnić staranie? - Bo co było, to było? Przebacz. Ja tego nei dokonam.
Iluzja płonie- wybacz za idiosynkrazje- to słowo, którego nie ma.
Wiem, że nie ma.
Jak wybaczyć pustkę. Śmiejemy się, że jej nie ma. Wyciągamy z ziemi korzenie, żeby nie prześwitywała rozpacz.
- Czego się w życiu spodziewasz, a co zależy ode Mnie?
- Kocham Ciebie.
- Ty możesz powiedzieć Mi i bez żalu.
- Kocham Ciebie. Jest we mnie groźny pomruk, że tak jest.
-To ci minie.
- Jeszcze troszkę.
-Właśnie.
- Nie ma różnic.
- Odpychasz zbawienie.
- Wszyscy mi to mówią.
- Takie stwierdzenie to już postęp.
- Następna kwalifikacja. I tak w kółko.
- Odsapnij trochę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz